sobota, 2 lutego 2013

1. List


Nareszcie koniec roku szkolnego. Pogoda dopisywała. Ginny właśnie wołała dzieci w cień drzewa na pyszną porcję lodów z lodziarni Fortescue's.  Albus, Lily, Hugo i Rose natychmiast przybiegli ciesząc się beztroskimi wakacjami. 
   -James! - krzyknęła matka. 
   -Nie ma go. Wyszedł. Chyba do parku - powiedział Albus. - Chciał trochę odpocząć od Hugo - dodał ciszej. - On cały czas chce z nim grać w qudditcha! Jakby nie było ciekawszych rzeczy!
Ginny zamilkła. To było do jej syna niepodobne. Gdyby mógł to w ogóle nie schodziłby z miotły. A tu nagle wyszedł? Zamyślona nie usłyszała przyjazdu męża.
   -Cześć wszystkim! - przywitał się Harry, całując Ginny w czoło. - Gdzie James? 
   -Chyba w parku. Niedługo powinien być.
***
James nie wiedział, jak dotarł do domu. Teraz wiedział, dlaczego dzisiaj miał tak silną ochotę wyjść do parku. Idąc chodnikiem w stronę Grimmuld Place myślami znajdował się na ławce. Niby zwyczajnej, jednak dla niego będącej od tego dnia czymś ważnym. Przed oczami miał postać zaczytanej dziewczyny. Tej samej, której spojrzenie sprawiało, że zapominał o całym świecie. Dotarł do łóżka. Wyjął różdżkę i w ciemności rozstańczonymi iskrami stworzył zarys postaci z blond lokami. Patrząc się na nią, zapadł w sen. W sen o cudownych błękitnych oczach
***
Następnego dnia Jamesa w kuchni powitały wesołe twarze rodzeństwa, kuzynów... i zmiartwione twarze rodziców.
   -Możesz powiedzieć, gdzie się wczoraj podziewałeś? - spytała gniewnie Ginny.
   -Byłem w parku. Chciałem... trochę pobyć sam - odpowiedział, akcentem dając znać, że chce zakończyć temat.
Matka pokręciła głową, ale nic nie powiedziała. Przez resztę dnia obserwowała Jamesa. Przebywał wśród nich, ale myślami nadal był gdzieś w chmurach. Jego oczy były nieobecne. Umysłem był daleko od domu. 
   - Taki wiek... - podsumował Harry, gdy Ginny wyjawiła mu swoje zmartwienie. Przez następne dni James coraz częściej wychodził z domu późnym wieczorem, a wracał gdy wszyscy spali. Wcześniej wszędzie go było pełno, teraz mało mówił i nie chciał przebywać z rodziną.
***
James, wychodząc z domu, miał tylko jeden cel. Za wszelką cenę chciał poznać tajemniczą piękność. Jednak nigdy nie mógł znajść odpowiedniego momentu na podejście do niej. Siadał naprzeciw niej i patrzył jak łapczywie chwyta każde słowo z książki. Nie zawsze jednak nieznajoma przychodziła do parku. Wtedy siadał na ławce zajmowanej przez nią i próbował układać w swojej głowie dialogi. Myślał, jak się zdobyć na odwagę by do niej podejść. 
Pewnego wieczoru, gdy słońce malowało na niebie jaskrawe pręgi, James znów wybrał się do parku. Na ławce nie było dziewczyny. Była jednak jej książka. Zaciekawiony chłopak podszedł i wziął lekture do ręki. Z bijącym sercem otworzył ją. W śroku był list.

piątek, 1 lutego 2013

Prolog.


To było coś niesamowitego. Czuł, że od samego patrzenia na nią może wszystko. Był zakochany jak nigdy. A jej spojrzenie przecież trwało tylko krótki moment. Całkowicie zanurzył się w jej pięknych błękitnych oczach, które w krótkiej chwili stały się jego wszechświatem, jego sensem życia. Twarz dziewczyny, przyozdobiona złotymi lokami, była dla niego najpiękniejszym widokiem. 

Powinien podejść. Ale coś go powstrzymywało. Jego strach, że zbłaźni się, jak tylko do niej podejdzie, był za duży. Zawsze miał problem z nerwami. Jeszcze tyle ludzi w parku. Siedział naprzeciwko niej i tylko patrzył na nią. Obserwował, jak swoimi oczami wodzi po książce, którą czytała. Widział tylko ją. W końcu dziewczyna wstała i tanecznym krokiem odchodziła. James schował twarz w dłoniach. Do szmaragdowych oczu napłynęły łzy żalu. Czemu do niej nie podszedł? 

Gdyby nie opuścił wzroku zauważyłby, że dziewczyna odwróciła się przez ramię zerkając tęskno w jego stronę.