czwartek, 18 lipca 2013

2. Ostrzeżenie

Drogi Nieznajomy,
ja też Cię zauważyłam. Przychodziłam do tego parku z nadzieją, że Cię zobaczę. 
Jesteś... niezwykły. Poczułam to w chwili, gdy pierwszy raz ujrzałam Twoje szmaragdowe oczy, włosy w kolorze węgla.
Poczułam coś niesamowitego. Zostawiłam książkę z tym listem w środku z nadzieją, że poznasz rzecz, z którą tak często mnie widziałeś. Z nadzieją, że znajdziesz te słowa, które teraz czytasz.
Z nadzieją, że się spotkamy w tym miejscu czternastego dnia lipca.

Kaire

  Gdy James skończył czytać list czuł, że ze szczęścia mógłby zrobić wszystko. Wracając do domu raz po raz czytał list od pięknej nieznajomej. Po paru razach znał go już na pamięć.
     -Już wróciłeś? - spytała zdziwiona Ginny, gdyż ostatnio o tej porze trudno było zastać jej syna w domu.
    -Ja... Znudziło mi się to wędrowanie. Idę na quiddith.
Idąc do ogrodu w podskokach, James czuł na sobie troskliwe spojrzenie matki, której nie wyjaśnił swojego wahania nastroju.  Najbardziej z jego powrotu ucieszył się Hugo. Grali w qudditha do później nocy, aż Ginny zagroziła, że zamknie im miotły na reszte wakacji.
   James padł zmęczony na łóżko z myślą, że do spotkania z Kaire zostały jedynie dwa dni.
***
    James był nieobecny. Znowu. Jednak tym razem przez to, że był szczęśliwy. Ginny i Harry byli nie tyle zdziwnieni, co zmartwieni. W końcu przez cały początek wakacji chodził zamyślony, a teraz tyle w nim było życia. W domu robił wszystko. Nawet bawił się z młodszym rodzeństwem i kuzynami, za czym naprawdę nieprzepadał.
   Jeden dzień Jamesowi wydawał się nieskończonością, mimo że był cały czas zajęty. Mimo wszystko przed oczami miał twarz dziewczyny, a w uszach rozbrzmiewały słowa z listu słodkim głosem, który mógł należeć do niej.
***
     Trzynasty lipca. James stwierdził, że nie wysiedzi cały dzień w domu. Ale nie chciał też odwiedziać parku wiedząc, że dziewczyna będzie tam dopiero jutro. Postanowił wybrać się do Hogsmeade. Poinformował matkę i po chwili dzięki transmuntacji już był przy "Trzech miotłach". Jednak tłum ludzi w pubie zniechęcił go do pobytu w tym miejscu. Poszedł przed siebie. Na początku wpatrywał się w odległy zarys Hogwartu, ale po paru chwilach myślenie o dziewczynie całkowicie go wciągnęło. Mijał kolorowe witryny sklepów bez zwrócenia na nie choćby najmniejszej uwagi. Dotarł aż do Zakazanego Lasu, gdy nagle wpadł na kogoś.
     -Przepraszam, zamyśliłem się, ja... - i nagle urwał spoglądając na postać.
Była to kobieta cała ubrana w czarną szatę, co było dziwne, biorąc pod uwagę trzydziestostopniowy upał. Miała czarne, kręcone włosy za pas i ciemne oczy, patrzące nie na Jamesa, tylko przed siebie. Jednak cerę miała bladą jak śnieg.
   -Witaj, James - powiedziała. -Nie uciekaj. Chociaż i tak wiem, że tego nie zrobisz. Jesteś bardzo podobny do ojca.
   -Skąd wiesz...-zaczął James, jednak kobieta mu przerwała.
   -To nie miejsce i czas na długą rozmowę. Jestem tu tylko po to, by cię ostrzec. 31 lipca trzymaj się przy ojcu. Pilnuj się go, nie odchodź nawet na chwilę.
   -Że co? Co to ma... - chłopak nie dokończył zdania, a kobieta zniknęła. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając czarną szatę, która przez chwilę zawisła, a następnie opadła na ziemię, zwijając się w kłębek niczym kot.

sobota, 2 lutego 2013

1. List


Nareszcie koniec roku szkolnego. Pogoda dopisywała. Ginny właśnie wołała dzieci w cień drzewa na pyszną porcję lodów z lodziarni Fortescue's.  Albus, Lily, Hugo i Rose natychmiast przybiegli ciesząc się beztroskimi wakacjami. 
   -James! - krzyknęła matka. 
   -Nie ma go. Wyszedł. Chyba do parku - powiedział Albus. - Chciał trochę odpocząć od Hugo - dodał ciszej. - On cały czas chce z nim grać w qudditcha! Jakby nie było ciekawszych rzeczy!
Ginny zamilkła. To było do jej syna niepodobne. Gdyby mógł to w ogóle nie schodziłby z miotły. A tu nagle wyszedł? Zamyślona nie usłyszała przyjazdu męża.
   -Cześć wszystkim! - przywitał się Harry, całując Ginny w czoło. - Gdzie James? 
   -Chyba w parku. Niedługo powinien być.
***
James nie wiedział, jak dotarł do domu. Teraz wiedział, dlaczego dzisiaj miał tak silną ochotę wyjść do parku. Idąc chodnikiem w stronę Grimmuld Place myślami znajdował się na ławce. Niby zwyczajnej, jednak dla niego będącej od tego dnia czymś ważnym. Przed oczami miał postać zaczytanej dziewczyny. Tej samej, której spojrzenie sprawiało, że zapominał o całym świecie. Dotarł do łóżka. Wyjął różdżkę i w ciemności rozstańczonymi iskrami stworzył zarys postaci z blond lokami. Patrząc się na nią, zapadł w sen. W sen o cudownych błękitnych oczach
***
Następnego dnia Jamesa w kuchni powitały wesołe twarze rodzeństwa, kuzynów... i zmiartwione twarze rodziców.
   -Możesz powiedzieć, gdzie się wczoraj podziewałeś? - spytała gniewnie Ginny.
   -Byłem w parku. Chciałem... trochę pobyć sam - odpowiedział, akcentem dając znać, że chce zakończyć temat.
Matka pokręciła głową, ale nic nie powiedziała. Przez resztę dnia obserwowała Jamesa. Przebywał wśród nich, ale myślami nadal był gdzieś w chmurach. Jego oczy były nieobecne. Umysłem był daleko od domu. 
   - Taki wiek... - podsumował Harry, gdy Ginny wyjawiła mu swoje zmartwienie. Przez następne dni James coraz częściej wychodził z domu późnym wieczorem, a wracał gdy wszyscy spali. Wcześniej wszędzie go było pełno, teraz mało mówił i nie chciał przebywać z rodziną.
***
James, wychodząc z domu, miał tylko jeden cel. Za wszelką cenę chciał poznać tajemniczą piękność. Jednak nigdy nie mógł znajść odpowiedniego momentu na podejście do niej. Siadał naprzeciw niej i patrzył jak łapczywie chwyta każde słowo z książki. Nie zawsze jednak nieznajoma przychodziła do parku. Wtedy siadał na ławce zajmowanej przez nią i próbował układać w swojej głowie dialogi. Myślał, jak się zdobyć na odwagę by do niej podejść. 
Pewnego wieczoru, gdy słońce malowało na niebie jaskrawe pręgi, James znów wybrał się do parku. Na ławce nie było dziewczyny. Była jednak jej książka. Zaciekawiony chłopak podszedł i wziął lekture do ręki. Z bijącym sercem otworzył ją. W śroku był list.

piątek, 1 lutego 2013

Prolog.


To było coś niesamowitego. Czuł, że od samego patrzenia na nią może wszystko. Był zakochany jak nigdy. A jej spojrzenie przecież trwało tylko krótki moment. Całkowicie zanurzył się w jej pięknych błękitnych oczach, które w krótkiej chwili stały się jego wszechświatem, jego sensem życia. Twarz dziewczyny, przyozdobiona złotymi lokami, była dla niego najpiękniejszym widokiem. 

Powinien podejść. Ale coś go powstrzymywało. Jego strach, że zbłaźni się, jak tylko do niej podejdzie, był za duży. Zawsze miał problem z nerwami. Jeszcze tyle ludzi w parku. Siedział naprzeciwko niej i tylko patrzył na nią. Obserwował, jak swoimi oczami wodzi po książce, którą czytała. Widział tylko ją. W końcu dziewczyna wstała i tanecznym krokiem odchodziła. James schował twarz w dłoniach. Do szmaragdowych oczu napłynęły łzy żalu. Czemu do niej nie podszedł? 

Gdyby nie opuścił wzroku zauważyłby, że dziewczyna odwróciła się przez ramię zerkając tęskno w jego stronę.