ja też Cię zauważyłam. Przychodziłam do tego parku z nadzieją, że Cię zobaczę.
Jesteś... niezwykły. Poczułam to w chwili, gdy pierwszy raz ujrzałam Twoje szmaragdowe oczy, włosy w kolorze węgla.
Poczułam coś niesamowitego. Zostawiłam książkę z tym listem w środku z nadzieją, że poznasz rzecz, z którą tak często mnie widziałeś. Z nadzieją, że znajdziesz te słowa, które teraz czytasz.
Z nadzieją, że się spotkamy w tym miejscu czternastego dnia lipca.
Kaire
Gdy James skończył czytać list czuł, że ze szczęścia mógłby zrobić wszystko. Wracając do domu raz po raz czytał list od pięknej nieznajomej. Po paru razach znał go już na pamięć.
-Już wróciłeś? - spytała zdziwiona Ginny, gdyż ostatnio o tej porze trudno było zastać jej syna w domu.
-Ja... Znudziło mi się to wędrowanie. Idę na quiddith.
Idąc do ogrodu w podskokach, James czuł na sobie troskliwe spojrzenie matki, której nie wyjaśnił swojego wahania nastroju. Najbardziej z jego powrotu ucieszył się Hugo. Grali w qudditha do później nocy, aż Ginny zagroziła, że zamknie im miotły na reszte wakacji.
James padł zmęczony na łóżko z myślą, że do spotkania z Kaire zostały jedynie dwa dni.
***
James był nieobecny. Znowu. Jednak tym razem przez to, że był szczęśliwy. Ginny i Harry byli nie tyle zdziwnieni, co zmartwieni. W końcu przez cały początek wakacji chodził zamyślony, a teraz tyle w nim było życia. W domu robił wszystko. Nawet bawił się z młodszym rodzeństwem i kuzynami, za czym naprawdę nieprzepadał.Jeden dzień Jamesowi wydawał się nieskończonością, mimo że był cały czas zajęty. Mimo wszystko przed oczami miał twarz dziewczyny, a w uszach rozbrzmiewały słowa z listu słodkim głosem, który mógł należeć do niej.
***
Trzynasty lipca. James stwierdził, że nie wysiedzi cały dzień w domu. Ale nie chciał też odwiedziać parku wiedząc, że dziewczyna będzie tam dopiero jutro. Postanowił wybrać się do Hogsmeade. Poinformował matkę i po chwili dzięki transmuntacji już był przy "Trzech miotłach". Jednak tłum ludzi w pubie zniechęcił go do pobytu w tym miejscu. Poszedł przed siebie. Na początku wpatrywał się w odległy zarys Hogwartu, ale po paru chwilach myślenie o dziewczynie całkowicie go wciągnęło. Mijał kolorowe witryny sklepów bez zwrócenia na nie choćby najmniejszej uwagi. Dotarł aż do Zakazanego Lasu, gdy nagle wpadł na kogoś.-Przepraszam, zamyśliłem się, ja... - i nagle urwał spoglądając na postać.
Była to kobieta cała ubrana w czarną szatę, co było dziwne, biorąc pod uwagę trzydziestostopniowy upał. Miała czarne, kręcone włosy za pas i ciemne oczy, patrzące nie na Jamesa, tylko przed siebie. Jednak cerę miała bladą jak śnieg.
-Witaj, James - powiedziała. -Nie uciekaj. Chociaż i tak wiem, że tego nie zrobisz. Jesteś bardzo podobny do ojca.
-Skąd wiesz...-zaczął James, jednak kobieta mu przerwała.
-To nie miejsce i czas na długą rozmowę. Jestem tu tylko po to, by cię ostrzec. 31 lipca trzymaj się przy ojcu. Pilnuj się go, nie odchodź nawet na chwilę.
-Że co? Co to ma... - chłopak nie dokończył zdania, a kobieta zniknęła. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając czarną szatę, która przez chwilę zawisła, a następnie opadła na ziemię, zwijając się w kłębek niczym kot.